8. Początek Watahy Północnego Wiatru

Nim się zorientowała, zasnęła ponownie. Gdy otworzyła oczy, było już południe. Rozejrzała się wokół. Niedaleko niej leżał martwy królik, a jeszcze dalej siedział Kastian patrzący gdzieś w dal. Wilczyca wstała. Wilk spojrzał na nią.

- To dla mnie? – Spytała.

- Tak. – Odpowiedział krótko.

Gwiazda szybko zjadła królika. Była dość głodna, nie jadła od dłuższego czasu. Po skończonym posiłku spojrzała na Kastiana i spytała:

- Czemu wróciłeś? Mogłeś mnie zostawić.

- Zostawienie rannej wilczycy w środku lasu to skazanie jej na śmierć. I po prostu tak mi się zachciało, a co? – Warknął z irytacją.

- Dobra, dobra. Mogę już chodzić, możemy iść.

Wilki ruszyły w wschodnio-północnym kierunku. Szli kilka godzin. Wilczyca nadal czuła ból z ran zdobytych podczas walki, ale był na tyle słaby by go ignorować. Gdy zaczęło się ściemniać, zatrzymali się w opuszczonej lisiej jamie. Szybko ją rozszerzyli i położyli się w środku. Panował tui przyjemny chłód w porównaniu z zewnętrznym światem. Gwiazda szybko zasnęła zmęczona marszem. Obudziła się o świcie słońca. Kastian spał jak zabity. Wilczyca pomyślała, by iść na polowanie. Jeśli Kastian wczoraj upolował królika dla niej, ona też mogła. Wstała i cicho wyszła z nory. Skierowała się w szarości poranka ku niewielkiej łące położonej u boku jeziora. Wilczyca zauważyła niedaleko zająca. Zaczęła się do niego skradać. W pewnym momencie zając zaczął gnać przed siebie, ale Gwiazda po chwili zdołała chwycić kłami jego kark i zmiażdżyć go w szczękach. Pomyślała że da go Kastianowi, tak jak on wczoraj jej. Wracała do nory przez ciemny las, którego nie dosięgły jeszcze promienie poranka. Słyszała narastające śpiewanie ptaków. Panowała taka cisza, że mogła usłyszeć trzepotanie ich skrzydeł. Nagle z pobliskich zarośli wyskoczyła szara wilczyca z piorunami na czole i boku. Na zadzie i tylnej łapie miała żółtą plamę. Warknęła bez większej pewności siebie:

- Oddaj mi tego zająca, albo cię pogryzę. 

- Dlaczego? To twoje terytorium? Jeśli tak to przepraszam, ale mój znajomy na pewno jest głodny. Możesz mi darować tego zająca?

- Właściwie to nie moje terytorium, ale zająca masz dać. – Nieznajoma pokazała kły.

Gwiazda dopiero teraz spostrzegła jej zapadnięte boki i matową sierść.

- Jesteś taka głodna? Mogę ci dać tego zająca, jeśli go tak bardzo potrzebujesz. Mogłaś zwyczajnie poprosić. – Gwiazda położyła padlinę na ziemi.

- Wystarczyło by… poprosić? Żartujesz sobie, żebym cię nie pogryzła? – W oczach wilczycy pojawiło się niedowierzanie.

- Nie żartuję… Przecież nie można być obojętnym, gdy ktoś jest zagłodzony. Nie musisz warczeć.

Nieznajoma spojrzała na zająca i z szybkością światła zaczęła go spożywać. Minutę później po zwierzęciu zostały tylko kości, które wilczyca też zaczęła rozgryzać. Spojrzała z wdzięcznością na Gwiazdę i nieśmiało powiedziała:

- Dziękuję. Uratowałaś mnie z śmierci głodowej. Ja… nie umiem wcale polować. Od chwili wyrzucenia mnie z stada nic nie jadłam. Nie umiem polować, dlatego też mnie wyrzucono. – Wilczyca westchnęła.

- To okropne. Możesz przyłączyć się do mnie. Sama możesz zginąć z głodu.

- Naprawdę mogę? Dziękuje! Spróbuje jakoś ci się odwdzięczyć. – Wilczyca wyglądała na bardzo szczęśliwą.

- Nie ma sprawy. Chodźmy do mojego znajomego. Mógł już wstać.

Gwiazda poprowadziła wilczycę i po kilku minutach stały przed jamą. Kastian zbudził się wraz z ich przyjściem. Musiał wyczuć je przez sen.

- Gdzie byłaś? – Spojrzał na Gwiazdę i jego wzrok powędrował ku drugiej wilczycy. – A to kto jest?

- Uratowałam ją od śmierci głodowej. Poszłam zapolować na zająca i w drodze powrotnej pojawiła się ona. Może do nas dołączyć?

- A co masz na myśli mówiąc ,,nas”. Założyliśmy jakąś watahę? Nie zamierzam z tobą wędrować.

- Masz rację! Możemy założyć watahę! Potrzebujemy tylko fajnej nazwy. Może ,, Wataha Miłego Spojrzenia”? Nie, nie pasuje. – Wilczyca całkowicie zignorowała jego pozostałe słowa. Oboje w magiczny sposób wiedzieli, że będą wędrować razem. Razem można było łatwiej zdobyć pożywienie i nie zwariować od samotności. Przynajmniej w przypadku Gwiazdy, bo Kastian zdawał się odporny na samotność.

Trójka wilków ruszyła przed siebie. W pewnym momencie Kastian zastanowił się:

- A jak masz w ogóle na imię?

- Błyskawica. Jakbyś chciał znać moje pochodzenie, zostałam wygnana z Watahy Mrocznej Głębi. – Wilczyca mówiła spokojnie, ale w jej słowach czaił się ból.

Wieczorem udali się na polowanie. Właściwie tylko Kastian i Gwiazda brali w nim udział, bo Błyskawica przyglądała się wszystkiemu z boku. Udało upolować się młodego jelonka. Po udanym posiłku wilki ułożyły się do snu niedaleko resztek. Gwiazda zobaczyła, że Błyskawica wstaje i idzie gdzieś. Zatrzymuje się i siada dalej, na granicy wzroku Gwiazdy. Wilczyca postanawia do niej podejść. 

- Coś się stało? – Pyta niepewnie.

- Nie, tylko…. Ech, to nieważne. Po prostu myślę. – Błyskawica spuszcza wzrok.

- Jeśli chcesz coś powiedzieć, to możesz. Mogę ci pomóc.

- Noo.. Czuje się trochę bezużyteczna. Wy polujecie i dzielicie się ze mną jedzeniem, a ja nic nie robię. Po prostu nie umiem polować i nigdy się tego nie nauczę. Nie mam żadnych zdolności. Średnio walczę, nie znam się na lecznictwie czy zielarstwie. Moje stado żyje dalej od innych, nie ma u nas wojen, więc umiejętność walki jest zbędna. Chociaż i tak średnio mi to wychodzi. U nas w stadzie istnieją łowcy, tropiciele, śpiewacy, akrobaci, medycy, zielarze, astrolodzy, wróżbici, magowie… A ja nie mogłam być żadnym z nich.

- Rozumiem ja się czujesz, ale nie zadręczaj się. Może jeszcze odkryjesz, w czym jesteś dobra. Teraz jesteś w naszej watasze, znajdziemy jakieś zajęcie dla ciebie. Możesz…. odkrywać złoża jagód i owoców leśnych. Albo możesz…. na pewno coś się wymyśli!

- Dzięki za podniesienie na duchu. Idę już spać. Dobranoc.

- Dobranoc. – Powiedziała ciepło Gwiazda i postanowiła się przejść.

W trakcie spaceru dotarła na dużą łąkę obsypaną kwiatami, których w nocy nie było widać. Wiał zimny, północny wiatr. Wilczyca lubiła ten wiatr. Wtedy w jej głowie narodziła się myśl. ,,Wataha Północnego Wiatru – to jest to!”

7.Dziwny wilk

Gwiazda szła przez szumiący las. Silny wiatr gnał na zachód, przyciągając bure chmury. Słońce powoli kierowało się ku horyzontowi. Wilczyca szła już od trzech dni. Doszła już do podnóża Gór Niedźwiedzich, charakteryzujących się wysoką liczba niedźwiedzi.

Zatrzymała się pod skalną ścianą. Mogła iść w prawo lub w lewo. Skręciła w prawo. Po chwili zauważyła że skała przed nią skręcała. Widok zasłaniał wielki głaz. Gdy skręciła, pojawił się przed nią ogromny, brązowy niedźwiedź. Szedł wprost na nią. Jego zniżony łeb kołysał się na boki, a oczy rzucały piorunami.

- Jakiś wilk tu jest. Demon, zajdź go z tyłu, a ty Bero idź z boku. – Usłyszała silny i lekko zachrypnięty głos.

Po chwili zrozumiała, ze to powiedział niedźwiedź. Widziała tylko jednego, ale musiało ich być więcej. Już miała uskoczyć w tył, lecz zauważyła za sobą drugiego niedźwiedzia.

- Przepraszam, że weszłam na wasze terytorium. Chcę tylko przejść. – Wilczyca starała się, by jej głos brzmiał pewnie i silnie.

- Ty nas rozumiesz? Pewnie masz jakąś dziwną moc. Nie obchodzi mnie to. Już dawno nie jadłem świeżego mięsa. Słabsi przegrywają, takie życie.

Po tych słowach niedźwiedzie zbliżyły się niebezpiecznie blisko, z zza głazu wyszedł trzeci. Gwiazda pokazała kły i warknęła:

- Jestem od was szybsza i zwinniejsza. Łatwo wam ucieknę, więc nie marnujcie energii. – Zdawało się, że się nie boi, lecz tak naprawdę serce biło jej szybko.

Nie była pewna, czy zdoła uciec przed tymi niedźwiedziami. Czuła chłód skalnej ściany za sobą. Niedźwiedzie ją otoczyły. I nie zamierzały się poddać. Już miały zaatakować, gdy z boku rozległ się głos:

- Hej, misie! Zostawcie ją.

Źródłem głosu był ciemnoszary wilk z czerwonymi oczami i granatowo- czerwonym znakiem obok pyska. Zdawał się być bardzo pewny siebie i ani odrobinę nie bać się niedźwiedzi.

Ale drapieżniki tylko na niego spojrzały i zaczęły zbliżać się do Gwiazdy. Nagle jeden z nich zaryczał wściekle. Czerwonooki wilk trzymał zębami niedźwiedzia za ogon. Po chwili odskoczył w bok. Niedźwiedzie odwróciły się i zaczęły biec w kierunku wilka. Gwiazda poczuła się głupio będąc ratowaną przez innego wilka. Patrzyła jak ucieka w kierunku lasu. Po chwili znikł jej z oczu.

Zaczęła za nim iść. Chciała mu podziękować. Po dwudziestu minutach przed jej oczami pojawił się znienacka ciemnoszary wilk.

- A ty co tu jeszcze robisz? – Spytał oschle.

- Dziękuje za ratunek. Kim jesteś? – Gwiazda nie przejęła się tonem wilka.

- Nazywam się Kastian. – Powiedział po czym odwrócił się i zaczął się oddalać.

- Czekaj! Do jakiej watahy należysz?

- Żadnej. A ty? Czemu się tu sama zapuszczasz?

- Ja odeszłam od watahy. – Powiedziała po chwili. Nie chciała zdradzać szczegółów.

- Wiesz, że sama prawdopodobnie nie przetrwasz tygodnia w tej okolicy? – Spojrzał na nią z  lekką  drwiną.

- Zdziwiłbyś się. A ty to co? W czym niby jesteś lepszy?

- Pokazać ci? – Spytał i bez czekania na odpowiedź spojrzał na rosnącego obok kwiatka i ziewnął na niego ogniem spalając go na popiół. Jak smok.

- Niezła moc, muszę przyznać. Ale nie tylko ty masz wyjątkowe zdolności. Ja jestem od ciebie szybsza i zwinniejsza. No i umiem rozmawiać z innymi zwierzętami.

- Wiem, widziałem jak mówisz do tamtych misiów. Ale wątpię by to uchroniło cię innymi drapieżnikami. – Kastian uśmiechnął się kpiąco.

Nagle wilki zatrzymały się. Stali u szczytu małego urwiska, mającego jakieś sześć metrów. Gwiazda spojrzała na Kastiana i skoczyła, płynnie lądując na ziemi. Kastian po chwili też skoczył. Ale gdy upadał, przewrócił się.

- Dobra, przyznaję, jesteś zwinna. – Powiedział niechętnie Kastian.

- A ty masz fajną moc ognia.

- Dzięki. A tak właściwie, to dokąd zmierzasz? – Spytał wilk.

- Przed siebie… A ty? Mieszkasz w tych okolicach?

- Nie. Idę do Lasu Doragon.

- Czemu właśnie tam? – Wilczyca była ciekawa, jakie to miejsce.

- Sam nie wiem. Żyje tam dużo smoków. Ale nie tylko, są też inne magiczne stworzenia. Zawsze chciałem zobaczyć gryfa.

- Super… Czuje jakiś dziwny zapach!

- Ja też. To chyba hakukuma! Musimy uciekać!

- Co to hakukuma?

- Potwór pojawiający się o zachodzie słońca i znikający o wschodzie. Żywi się mięsem drapieżników. Jest podobny do dużego rysia. Ma białą sierść i długi ogon.

Wilki zaczęły biec przed siebie. Gwiazda starała się biec w tempie towarzysza. Jej normalny bieg był szybszy. Po dziesięciu minutach Kastian zwolnił.

- Chyba go zgubiliśmy. – Stwierdził wilk.

- To dobrze. A jak daleko jest Las Doragon?

- Miesiąc drogi stąd. A co, też chcesz tam iść?

- Może. Nic mnie tu nie zatrzymuje, więc czemu nie?

- Ale na pewno nie ze mną. Sama sobie możesz pójść. – Kastian widocznie nie chciał jej towarzystwa.

- Dobra, dobra. A teraz może znajdziemy jakieś miejsce do wypoczynku?

Wilki poszły więc poszukać jakiegoś schronienia.Wkrótce znalazły duży gąszcz krzewów. Ukryli się w nim i zasnęli. Ale nagle wilczyca usłyszała czyjeś kroki. Zbliżały się. Spróbowała wstać, ale nagle przeszył ją paraliż. Wtedy przypomniała sobie, że w szkole uczyła się o niebezpiecznych krzewach rosnących grupami, które w nocy wypuszczały trujące powietrze, które paraliżowało. po kilku nocach można było umrzeć. Roślina używała jako nawozu ciał zabitych zwierząt. Nawet jeśli wcześniej inne zwierzę zabijało sparaliżowane ofiary, roślina wykorzystywała ich krew wsiąkając w ziemię.

Wilczyca przestraszyła się. Spróbowała podnieść się. Walczyła z słabością z całych sił. W końcu wstała na łapy, ale chwiała się. Spróbowała obudzić Kastiana. Ciężko jej było mówić, ale w końcu udało jej się cicho krzyknąć:

- Wstawaj!

Kastian wstał lekko jakby roślina wcale go nie sparaliżowała. Gwiazda zdziwiła się, ale w tej chwili jakieś zwierze podeszło do krzewów. Poczuła zapach, który czuła już wcześniej.

- To hakukuma! – Pomyślała i przez ciało przeszedł jej chłodny dreszcz.

- Musimy uciekać! – Szepnął Kastian.

- Nie jesteś sparaliżowany? – Zapytała Gwiazda.

- Nie. A dlaczego miałbym być?

- Bo ten krzew wydziela truciznę! Powietrze wokół niego ma paraliżujące właściwości.

- Naprawdę? Więc ty jesteś sparaliżowana? – Wilk spojrzał na nią.

- Tak. Ale spróbuje pobiec. – Powiedziała i zrobiła kilka niepewnych kroków naprzód.

Gwiazda starała się pokonać paraliż. Udało jej się. Szła przez krzewy szukając wyjścia z nich. Ale hakukuma już zorientował się, gdzie są i zaczął ich gonić. Wilczyca nie mogła biec. Bała się, że stwór ją złapie. Dodawało jej to energii. Zaczęła wolno biec. W końcu zauważyła koniec gęstwiny krzewów i dwa wilki znalazły się w ciemnym i ponurym lesie. Wilczyca z każdą minutą odzyskiwała siły. Ale hakukuma też wypadł z krzewów i kontynuował pościg. Był coraz bliżej. Gwiazda nie odzyskała jeszcze pełni sił, ale przeczuwała że będą musieli walczyć.

Nagle hakukuma pojawił się koło jej boku. Był podobny do rysia, tylko znacznie większy, wzrostem dorównywał dużemu niedźwiedziowi. Miał białe futro, które nocny cień zabarwiał na szaro. Miał duże zwisające uszy i długi ogon z dłuższą sierścią. Rzucił się na nią wydając dziwny, niski ryk. Wilczyca ostatniej chwili odskoczyła i skoczyła na niego wgryzając się w szyję. Wtem poczuła jak ostre pazury rozrywają jej skórę na grzbiecie. W tej chwili Kastian zaatakował z drugiego boku. Ugryzł hakukumę w bok i gdy trzymał w zębach jego skórę z jego gardła wydobył się ogień spalając mu skórę. Potwór zaryczał i obrócił łeb w jego stronę. Gwiazda puściła stwora i wskoczyła mu na grzbiet. Zanurzyła zęby w jego karku, po czym zeskoczyła z niego. Zanim jednak wylądowała, hakukuma złapał ją za tylną łapę i rzucił o ziemię. Gwiazda poczuła miażdżący ból. Jej tylna łapa krwawiła. Trucizna wciąż ją osłabiała. Czuła się słabo, ale musiała walczyć. Szał walki i adrenalina częściowo zatrzymywały ból. Szybko wstała z ziemi i uskoczyła przed następnym atakiem. Kastian wskoczył pod brzuch hakukumy i zionął w niego ogniem. W tym czasie wilczyca ugryzła go w tylną łapę. Potwór kopnął ją z całej siły, ale ona zwinnie obróciła się w powietrzu i miękko wylądowała na ziemi. Kastian spod brzucha hakukumy skoczył na jego szyję wbijając w nią kły. Potwór próbował go podrapać, ale Kastian puścił jego szyję i  wgryzł się w jego łapę. Gwiazda ugryzła hakukumę w pierś. Potwór zaczął się straszliwie miotać. Kastian puścił jego łapę i chciał uskoczyć, ale hakukuma dosięgnął kłami jego łopatki. Zaczął szarpać Kastiana rozrywając mu skórę i mięśnie. Gwiazda puściła jego pierś i chciała ogryźć go w szyję, ale w tym momencie potwór puścił Kastiana i skierował kły w jej stronę. Stwór zmęczony zadanymi ranami był wolniejszy i słabszy. Wilczycy udało się uskoczyć w bok i rzucić się na jego gardło. Hakukuma zaczął się szarpać, ale Gwieździe udało się dosięgnąć tętnicy. Czerwona krew prysnęła strumieniem zabarwiając białe futro na szkarłat. Potwór padł na ziemię bez życia.

Gwiazda rozejrzała się. Zobaczyła Kastiana zbliżającego się do niej. Miał dużą ranę na łopatce, sięgającą do szyi. Kapała z niej krew, pokrywając czerwienią futro wilka. Mimo to Kastian szedł pewnie, nie okazując bólu.

- Kastian! Jesteś poważnie ranny. Powinniśmy odpocząć.

- To tylko niewielka rana. Ale ty masz tylną łapę i grzbiet w krwi. Chodźmy odpocząć pod tamtym drzewem.

Wilczyca położyła się w miejscu wskazanym przez wilka. Kastian usiadł niedaleko niej. Gwiazda dopiero teraz odczuła swoje rany. Ból pulsował w jej grzbiecie i łapie. Starannie wymyła się z krwi i spojrzała na otaczający ją las. Ciemne kształty krzaków i drzew widniały w ciemności. Postanowiła się zdrzemnąć.

Gdy otworzyła oczy, zobaczyła że jest już jasno. Słońce było zakryte przez drzewa. Wilczyca spojrzała w kierunku Kastiana. A raczej tam, gdzie siedział przedtem, bo teraz go nie było. Gwiazda chciała wstać, ale tylko jęknęła pod wpływem bólu. Zastanawiała się, czy Kastian poszedł sobie i już nie wróci. A może tylko poszedł się napić? Przecież był ranny. Wilczyca westchnęła. Polubiła tego wilka. Chociaż był trochę oschły i szorstki. Zaciekawił ją swoją mocą. Zastanawiało ją też to, dlaczego nie działała na niego trucizna. Postanowiła jeszcze trochę odpocząć i sprawdzić czy wilk nie przyjdzie.

6. Łzy i przełomowa decyzja

Gwiazda biegła z innymi wilkami w stronę Watahy Czarnego Księżyca. Nie biegli szybko, strach wstrzymywał wilki przed sprintem.  Luna zdecydowała, że zaatakują z boku. Wpierw więc lekkim łukiem oddalili się od wrogiego stada, by wpaść na nie z boku. Inny oddział zaatakował z drugiej strony. Wilki się spotkały. Trzeci oddział pozostał w ukryciu, by zaatakować po kilku minutach.

Gwiazda widziała tylko masę różnokolorowych ciał, zlewającą się w całość. Zauważyła, ze biegnie na nią fioletowy wilk w jej wieku. Tak jak ona, miał przerażenie w oczach. Gwiazda pomyślała, ze zaraz będzie z nim walczyć. Nawet jeśli obie strony tego nie chciały. Wojna zmusza do walki.

Wilk skoczył na nią z obnażonymi kłami. Ale zrobił to trochę niepewnie, jakby się wahał. Gwiazda z zręcznością pantery odskoczyła w bok i wbiła swoje kły w fioletową sierść wilka obok łopatki. Poczuła zapach i smak krwi. Uskoczyła zanim wilk ugryzł ją w szyję. Poczuła pobudzenie. Myśli płynęły w niej z szybkością światła. Atakowała i odskakiwała instynktownie. W pewnej chwili rozejrzała się. Trwała zacięta walka. Wszędzie widniały walczące wilki, w wielkiej ilości. Zlewały się w plamy, poruszające się futra z czerwonymi plamami. Zakręciło jej się w głowie od tego zgiełku i powoli wzrastającego zapachu krwi.

W tej chwili jej przeciwnik rozszarpał kłami jej bok. Nim zdążył oddalić łeb, poczuła w pysku jego skórę na karku, obróciła się i powaliła go. Przed oczami miała jego szyję. Mogła przegryźć tętnicę zabijając go. Spojrzała na niego. Całym wyrazem pyska mówił, że nie chce wcale tu być. Pomyślała, że ma jeszcze tyle życia przed sobą. Jego granatowe oczy wyrażały strach, ból i chęć jak najszybszego oddalenia się od miejsca walki. Ona czuła to samo.

Ugryzła go. Ale nie w tętnicę, w mostek. Chciała go tylko osłabić. Skoczyła z niego i przybrała pozę bojową. Wilk wstał patrząc na nią z lekkim zdziwieniem. Przecież mogła go zabić. Ale tego nie zrobiła. Nagle Gwiazda poczuła prąd powietrza na grzbiecie i po chwili straszny ciężar przygniótł ją do ziemi. Spojrzała za siebie. Szaro – kremowy basior zbliżał swą paszczę do jej karku. Wilczyca w ułamku sekundy obróciła łeb i zacisnęła szczęki na jego szyi. Wilk gwałtownie spróbował zeskoczyć z niej, ale ona go nie puściła, powodując jeszcze gorszą ranę. Dopiero po chwili rozluźniła szczęki. Wilk spadł na ziemię pod wpływem gwałtownego uwolnienia się spod jej kłów. Wilczyca odskoczyła i spojrzała na dwóch swoich przeciwników. Czuła gwałtowne bicie serca. Czy da radę pokonać dwa wilki?

Ale spostrzegła, że fioletowy wilk walczył teraz z innym wilkiem z jej watahy. Był już na skraju wyczerpania. Wilczyca spostrzegła rany, które mu zadała. Sączyła się z nich czerwona krew barwiąca jego futro. Odwróciła wzrok na szaro- kremowego przeciwnika. Rywal właśnie w tym momencie na nią skoczył. Gwiazda gwałtownie schyliła się ku ziemi, dzięki czemu wilk chybił szczękami, ale nadal na nią spadał. Szybko skaleczyła kłami jego klatkę piersiową. Wnet poczuła na sobie jego ciężar. Ugryzła go w najbliższą kończynę. Wilk szybko podniósł się na łapy i skoczył. Znalazł się obok niej. Gwiazda chciała podnieść się i uniknąć kolejnego ataku, ale nagle poczuła ból w prawej przedniej łapie. Z piskiem osunęła się na ziemie. Poczuła kły w szyi. Nagle kły zaczęły rosnąć. Przebijały boleśnie jej mięśnie. Wilczycy udało się wyrwać i wstać. Odsunęła się od wilka. To była pewnie jego moc. Powiększanie kłów w ciele ofiary…

Gwiazda walczyła jeszcze długo. W pewnym momencie znalazła się kilka centymetrów od podgardla rywala. Nie miała czasu by się zastanowić. Ugryzła go i rozerwała tętnicę. Krew rozprysła się znacząc Gwiazdę czerwoną plamą na pysku. To było jej pierwsze zabójstwo przedstawiciela swojego gatunku. Wyciągnęła zęby z spadającego ciała. Wtem zaatakowała ją sporych rozmiarów wilczyca.

Gwiazda pokonała wilczycę zabijając ją. Walczyła jeszcze z dwoma przeciwnikami. Ale nie zabiła ich. Gdy myślała, ze koszmar walki nigdy się nie skończy i wkrótce upadnie bez życia, zabrzmiał głos wrogiego przywódcy:

- Odwrót! Wataha Czarnego Księżyca cofa się na terytorium!

Wszystkie wrogie wilki przestały walczyć i pobiegły co tchu za swoim Alfą. Niektóre wilki w Watahy Lasu wołały za nimi:

- I co, wredne psiska! Wygraliśmy!

Gwiazda poczuła olbrzymią ulgę. Koniec walki. Przynajmniej na jakiś czas. Odetchnęła i spojrzała na siebie. Czerwone plamy na futrze widniały w wielu miejscach. Wilczyca dopiero teraz poczuła wszystkie zadane rany. Ból przygniótł ją całym ciężarem. Każdy ruch oznaczał nowe cierpienie. Gwiazda poczuła się słaba i krucha. Szumiało jej w głowie. Ale musiała przezwyciężyć boleści. Alfa wołał wszystkich do ustawienia się w oddziałach. Wilczyca z podkulonym ogonem podeszła do swojego.

Gdy Alfa policzył przeżytych rozkazał wszystkim udać się do trzech medyków czekających nieopodal. Ale Gwiazda chciała wpierw zobaczyć, czy jej rodzeństwo przeżyło. Luna kierująca jej oddziałem została zauważona już na początku. Musiała znaleźć jeszcze Kai’a i Bursztyna. Po krótkim wypatrywaniu znalazła wzrokiem Bursztyna, niepodobnego zupełnie do siebie przez krew zalegającą na sierści. Dłużej zajęło jej upatrzenie Kai’a. Ale wkrótce zetknęła się z nim koło medyków. On też zdawał się szukać bliskich.

- Siostro! Żyjesz! – Krzyknął cicho z radością i ulgą w głosie.

- Ty też! Reszta też żyje! – Powiedziała Gwiazda z łzami w oczach i przytulili się.

Bursztyn powiedział, że widział ojca. Gwiazda przestała się martwić. Pozwoliła obejrzeć się medykowi i przyłożyć lecznicze zioła do ran. Była w dość kiepskim stanie. Po zabiegach poszła lekko kulejąc do matki.

Stanęła u wejścia nory. W ziemi były odciśnięte wilcze ślady. Zapach wskazywał, że należały do wilka z Watahy Czarnego Księżyca. Zaniepokojona weszła w ciemność kryjówki. Zobaczyła straszny widok, który wyrył się w jej pamięci do końca życia.

Na piaszczystej ziemi i ścianach nory widniały czerwone plamy. W szkarłatnych kałużach leżały ciała czwórki szczeniaków.  Czwarte i piąte szczenię leżały bezwładnie przytulone do futra Burzy, oddychając nierównomiernie i ciężko. Obok Gwiazdy leżał dorosły martwy wilk. Przestraszona krzyknęła. Do oczu napłynęły jej łzy.

- Gwiazdo, wezwij proszę medyka. – Powiedziała słabo matka.

- Dobrze! – Krzyknęła wilczyca chcąc jak najszybciej oddalić się od tego widoku łamiącego jej serce.

Pocwałowała szybko jak nigdy w życiu. Czuła napierający w niej smutek, rozpacz i gniew. Zabito trójkę jej rodzeństwa, okaleczono pozostałą dwójkę i matkę. I choć oprawca leżał martwy, czuła chęć pogryzienia kogoś i porozrywania na kawałki. Nim się obejrzała stała przed jednym z medyków, udzielającym pomocy jednemu z ostatnich rannych wilków.

- Mógłby pan iść do mojej matki i rodzeństwa? Są ciężko ranni! – Zawołała.

Medyk pobiegł za nią. Gdy weszli do nory, mimowolnie zawołał:

- Okropność!

Gwiazda znów zobaczyła ten widok. Krew i rozszarpane ciałka jej rodzeństwa. Teraz mogła zauważyć, kto zginał. Lucyn, Słońce, Fika, Sun byli rozszarpani i wyglądali nie jak szczeniaki, lecz stare szmaty zmoczone krwią. Maks i Pinki przeżyli, jednak kiepsko wyglądali. Zwłaszcza Maks miał wiele krwawiących ran. Burza patrzyła na dzieci z czułością i bólem. Gwiazda chciała coś zrobić. Nie mogła patrzeć na cierpienie w bezruchu. jednak teraz jej ciało stało się nagle za ciężkie, by się ruszyć. Mogła tylko patrzeć, jak medyk bada stan jej bliskich.

- Są w złym stanie. Ten brązowy szczeniak najprawdopodobniej zginie w przeciągu doby. – Oznajmił i poszedł po lecznicze zioła.

Gwiazda czuła, ze zaraz się rozpłacze. Ale nie chciała tego robić przy bliskich. Nie mogła okazać słabości. Nakazała sobie powstrzymać łzy, choć czuła niewyobrażalny ból w sercu. Zdecydowała zawiadomić jej rodzeństwo i ojca. Dopiero teraz sobie o nich przypomniała. Ale gdy zbliżyła się do wejścia, usłyszała znajome głosy.

- Zaraz tu wejdą. I wpadną w rozpacz. -Pomyślała.

Rzeczywiście, po chwili do nory weszły cztery wilki. I nagle przystanęły w strachu i zaskoczeniu. Orzech zaczął upewniać się, jak poważne są obrażenia Burzy i szczeniaków. I choć nie powiedział tego na głos, gdy oglądał Maksa wyraz jego pyska oznaczał współczucie i żal. Zeschła krew pokryła większą część jego sierści. Ciężki oddech i słabe ciałko nie zapowiadały wiele dobrego. Gwiazda za każdym razem, gdy na niego spojrzała czuła bezsilność. Tak bardzo chciała coś zmienić, ale nie mogła.

- Ale jak to się stało, kochanie? – Orzech spojrzał na Burzę.

- Siedziałam w norze pilnując szczeniąt. Nagle zauważyłam biało- czerwonego wilka przy wejściu. W oczach miał nienawiść i pogardę. Wyszczerzyłam kły i rzuciłam się na niego, ale on ominął mnie i chwycił Lucyna miażdżąc mu kark. Biedak zdążył tylko pisnąć… – Tu rozpłakała się, ale kontynuowała dalej – Zaczęłam z nim walczyć. Ale w pewnej chwili rzucił mnie na ścianę nory. Nim zdążyłam wstać, zabił Suna i Fikę. Skoczyłam na niego i chciałam zabić, rozszarpać na kawałki. Ale w czasie walki w ułamku sekundy zmiażdżył kłami Słońce i pokaleczył Pinki i Maksa. Szykował się do zabicia mnie, ale jego kły chybiły. Złapałam go za szyję i przycisnęłam do ziemi, zabijając. Pewnie obrał sobie za cel zabicie mnie i wszystkich szczeniaków.

Słowa medyka się sprawdziły. Maks po sześciu godzinach umarł. Gwiazda poczuła, że musi jak najszybciej gdzieś się oddalić. Wybiegła z nory i mimo ran zadanych w bitwie, galopowała tak długo, aż nie poczuła zmęczenia. Zatrzymała się nad rzeką. Jej nurt wydał jej się bardzo spokojny. Po chwili słona kropla łzy połączyła się z wodą rzeczną. Gwiazda poczuła przygniatającą bezsilność. Z jej młodszego rodzeństwa została tylko Pinki. Wilczyca spojrzała w niebo. Białe obłoki płynęły leniwie na błękitnej tkaninie nieba.

Gwiazda myślała. Głównie o przyszłości. Jak ma wyglądać jej życie? Będzie ciągle walczyć z Watahą Czarnego Księżyca? Zabijać tych, którzy mogą nie chcieć walczyć. Patrzeć jak zabijani są jej bliscy. Obserwować rozlewy krwi z obojętnością, walcząc o własne życie w bitwie. Nie chciała takiego życia. Ale co mogła zrobić? Jedynym rozwiązaniem było… odejście. Podjęła decyzje w sekundę.

- Najwyżej będę żałować. – Pomyślała i ruszyła do nory, by oznajmić wszystkim, że odchodzi.

W drodze myślała o następstwach jej decyzji. Nie łatwo jej było opuścić bliskich. Z rodziną łączyła ją dość silna więź. Kochała swoje rodzeństwo i rodziców. Ale czuła, ze musi ich opuścić.

Jej rodzina nie zareagowała na tę wieść radośnie. Ale rodzice dali jej wybór. Mogła odejść.  Zdecydowała. Nie chciała walczyć przez całe życie, może nawet z niewinnymi. Była zdeterminowana, nic jej nie powstrzyma przed odejściem. Jej rodzeństwo czule się z nią pożegnało.

- Żegnajcie! Będę tęsknić! Uważajcie na siebie i Pinki. – Krzyknęła i odeszła.

5. Krwawe warczenie

Zima minęła zaskakująco szybko. Gwiazda wytrwale ćwiczyła przez ten czas umiejętności polowania. Szło jej całkiem dobrze. Z względu na wrodzoną szybkość wkrótce stała się jedną z najszybszych wader w watasze. Żaden wilk w jej wieku jej nie dorównywał.

Doskonaliła się też w zdolnościach walki. Znała już różne techniki walki i ciosy, ciągle poznawała też nowe. Oprócz teorii często na lekcjach ćwiczyła praktykę. Lubiła brać udział udawanych walkach, sprawdzających znajomość chwytów.

Wiosna zjawiła się niepostrzeżenie. Śnieg stopniowo topniał, zostawiając początkowo niewielkie dziury w śnieżnej pokrywie, z dnia na dzień powiększające się. Najpierw śnieg stopniał na łąkach, podczas gdy w lesie leżały jeszcze zaspy śniegu. Ale po tygodniu i one zniknęły bez śladu.

Zaczęły kwitnąć przebiśniegi, zawilce i śnieżyce. Ich słodka woń wypełniała las. Trochę później pojawiły się fiołki leśne i szczawiki. Drzewa zaczęły wypuszczać pąki. Z ziemi wysuwały się maleńkie kiełki. Las zaczynał się zielenić.

Gwiazda obserwowała te zmiany z radością. Tknęły w nią wiosenną energię. Nie znaczyło to, że nie lubiła zimy, ale już się nią nacieszyła i z radością powitała wiosnę.  Inne wilki w watasze też stały się energiczne i pogodne.

Zaczął się ważny czas w życiu dorosłych wilków. Rozpoczął się okres godowy. Inne zwierzęta też starały się powiększyć gatunek. Zaczęły się toki głuszców, gdy miało się szczęście można było usłyszeć pieśń godową samca. Inne ptaki też całymi dniami śpiewały wesołe piosenki, ciesząc nimi uszy innych leśnych zwierząt.

Alfa kilka razy znikał z watahy na jakiś czas. Najczęściej wracał z tych wypraw poobijany i w złym nastroju. Chował się w norze i ktokolwiek chciał z nim porozmawiać, zostawał przeganiany z słowami żeby mu dać spokój bo musi pomyśleć. Coraz częściej chodził zamyślony i wściekły.

Pewnego razu Gwiazda zastanawiała się, dlaczego Alfa nie ma partnerki. Dotychczas o tym nie myślała, ale dowódca watahy miał przecież dzieci. Postanowiła zapytać Burzę.

- Widzisz, Gwiazdo, Alfa miał kiedyś partnerkę. Była to piękna, ciemno bura wilczyca. Posiadała wiele umiejętności – potrafiła wspinać się na drzewa, ratować rośliny przed zwiędnięciem oraz sprawiać, że zaczynały rosnąć i rozwijać się w ciągu minuty. Mogła sprawić, że drzewa w ciągu kilku minut stawały się o wiele większe, a konary wydłużały się o kilka metrów. Ale pewnego razu, w czasie wojny z Watahą Czarnego Księżyca, gdy walczyła z przeciwnikiem, chciała skoczyć na drzewo by później zaatakować go z góry. Ale w ostatniej chwili rywal złapał ją za tylną łapę i rzucił w powietrze. Już była przegrana.

- To smutne… – Rzekła Gwiazda po wysłuchaniu opowieści. – To ja już pójdę. – Powiedziała, po czym pokłusowała w kierunku rzeki.

Wilczyca siadła nad spokojnie płynącą wodą. Odbijało się w niej światło słońca. Niedaleko rosły gęste trzciny, w których często chowały się kaczki. Gwiazda postanowiła wejść do wody, mimo że temperatura nie była wysoka. Nie było tu głęboko, woda sięgała do połowy łap. Wilczyca zauważyła rybę, płynącą niedaleko brzegu. Poczuła chęć złapania jej. Zaczekała, aż ryba podpłynie bliżej, i skoczyła w jej kierunku. Ale zwierzę szybko odpłynęło, a Gwiazda miała w pysku tylko zimną wodę. Omal nie upadła przy lądowaniu, bo w tym miejscu brzeg lekko upadał. Zniesmaczona wróciła na ląd.

Nazajutrz w szkole nauczycielka oznajmiła, że za cztery dni odbędą się testy końcowe. Wilk, który najlepiej je ukończy, będzie wyróżniony przy całej watasze, dzięki czemu zdobędzie wyższą pozycje i szacunek. Zwycięzców miało być kilka, po jednym z każdej kategorii. Testy były podzielone na: tropienie zwierzyny, polowanie, walkę, lecznictwo, zielarstwo, obmyślanie strategi, skradanie się. Wilki brały udział w kategoriach, których się uczyły. Gwiazda miała wziąć udział w polowaniu i walce. Cicho marzyła, że w choć jednej kategorii będzie najlepsza. Ale gdyby tak się stało, niektórzy mogliby też jej zazdrościć i być wredni. I cała wataha by na nią patrzyła. A ona niezbyt lubiła być w centrum uwagi.

Cały czas przed testami Gwiazda spędziła na ćwiczeniu swoich umiejętności. Urządzała biegi po lesie, ćwiczyła walkę z rodzeństwem, szkoliła się w skokach. Chciała być dobra w testach i nie przegrać w pierwszej rundzie. Jest zdeterminowana i nie odpuści tak łatwo.

Na początku miał być test z lecznictwa, ale w tym roku tylko Miłek szkolił się na medyka. Zielarstwa nikt się nie uczył. Najpierw odbył się więc test z walki. Wzięli w nim udział Kai, Bursztyn, Gwiazda, Strzała, Róża, Rosa i Dafus, Klara i jeszcze kilka wilków. Na początku główna nauczycielka walki Fanta wyznaczyła pary, które miały się zmierzyć. Gwiazda jako przeciwnika dostała Dafusa.

Wilczyca naprężyła mięśnie i zmierzyła wzrokiem przeciwnika. Zabrzmiał sygnał do walki – dźwięk przypominający szczeknięcie wydany przez Fantę. Gwiazda i Dafus zaczęli krążyć po niewidzialnym kręgu. Wilczyca czuła napływające podniecenie. Jej krew zaczęła krążyć szybciej. Myślała o wygranej. Chciała zwyciężyć chociaż w pierwszej rundzie. Przegrana oznaczała słabość. Co z tego, że Dafus jest wyjątkowo silny? Ona była niezwykle zwinna i szybka.

W ułamku sekundy wilk rzucił się na nią z otwartymi szczękami najeżonymi kłami. Wilczyca zręcznie uniknęła ataku i ugryzła go w łopatkę. Chciała odskoczyć, ale w ostatnim momencie Dafus dosięgnął kłami jej piersi. Miał niezwykle silne szczęki. Wilczyca szybko zdecydowała, ze ugryzie go w szyję. Basior instynktownie odskoczył, puszczając ją. Stali teraz naprzeciw siebie. Gwiazda w mgnieniu oka skoczyła na niego zwalając go z łap. Dosięgła kłami jego karku, rozrywając mu skórę. Odskoczyła zwinnie przed jego atakiem i nim jeszcze pewnie stanął na łapach ugryzła go znowu. Wilk położył się na grzbiecie w poddańczym geście i zaskomlał:

- Poddaję się!

Fanta w drugiej rundzie przydzieliła Gwieździe Klarę. I tym razem zwycięstwo odniosła Gwiazda. Dumna z siebie, pomyślała ze ma szansę wygrać. Trzecią rundę również wygrała Gwiazda, szybko zwyciężając Różę. Teraz została tylko ona i Strzał. Wilczyca czuła ból w kilku częściach ciała, ale nie zamierzała tego okazywać. Próbowała się skupić i dać z siebie wszystko. Gdy zabrzmiał sygnał, wilki rzuciły się w wir walki. Gwiazda robiła zwinne uniki i sprawne ataki. Wykorzystywała swoje umiejętności najlepiej jak umiała. Ale trudno było uciec przed pociskami w postaci kamieni wystrzeliwanych z znaku na czole Strzała. Wyglądało to dość dziwnie, ale była to skuteczna i groźna broń.

Zwinność i szybkość Gwiazdy przegrały z ostrymi pociskami. Strzał wygrał. Nie było to łatwe, walka trwała długi czas. Ale zakończyła się sukcesem Strzała. Szczęśliwy i dumny z siebie wilk był podziwiany przez rówieśników. Gwiazda pogratulowała mu. Cieszyła się że był szczęśliwy, choć była nieco zawiedziona że nie wygrała. Ale próbowała to ukryć, przed innymi jak i przed samą sobą i czekała na kolejne testy.

Następnie obyło się sprawdzanie umiejętności obmyślania strategi. Wzięła w nim udział Luna i Mina. Wilki dostały po jednej sytuacji na polowaniu i bitwie. Miały obmyślić plan działania. Strategię miał ocenić Bonus, najlepszy strateg w watasze. Po długich namyślaniach zwyciężyła Luna. Gwiazda cieszyła się z wygranej siostry. Pogratulowała jej serdecznie i uścisnęła. Luna wypełniona dumą i szczęściem prawie skakała z radości.

Po teście strategicznego myślenia przyszedł czas na skradanie się – główną umiejętność szpiegów. Sam, Strumień i Kaja mieli podkraść się do par wilków oddalonych o trzysta metrów. Każdy wilk miał wyznaczoną parę, do której miał się niezauważenie podkraść i podsłuchać rozmowę. Następnie miał wyznać szczegóły rozmowy wilkowi Lukrowi, który znał treść rozmów. Wilki ruszyły do akcji.

Sam odpadł pierwszy. Został zauważony przez rozmawiającą parę. Trochę smutny odszedł do reszty wilków. Niektórzy próbowali go pocieszyć, ale on odparł, że nie jest smutny. Strumień i  Kaja wrócili niezauważeni z wiadomościami. Lukier po krótkim namyśle ogłosił, że Kaja przyniosła więcej informacji.

Później miały się odbyć testy z tropienia i połączone z nimi z polowania. Bursztyn, Kai, Sam i Stokrotka mieli wywęszyć jakieś zwierzę. Kto pierwszy złapał trop, wygrywał. Później wygrany miał poprowadzić wilki do zwierzyny, a łowcy mieli zaatakować. Wilk Opos miał ocenić ich polowanie i wyłonić zwycięzcę.

Po kilkunastu minutach kłusowania po lesie, Kai wywęszył ślady licznej rudli saren. Stado było naprawdę duże, liczyło przynajmniej dwadzieścia sztuk. Sytuacja była bardzo korzystna. Łowcy mogli zaatakować po jednej sarnie. Nie musieli zbytnio pracować w grupie i zwierzyny było wystarczająco dużo. Gdyby trafili na ślad zająca, w polowaniu mógłby wziąć udział tylko jeden wilk, a potem musieliby szukać innej zwierzyny. Ale w tej sytuacji każdy wilk mógł zaatakować po jednej sarnie.

Kai ruszył sarnim tropem, prowadząc za sobą resztę. Po dwudziestu minutach zobaczyli w oddali niewielką łąkę. Na jej skraju stało gryzące trawę i kwiaty liczne stado sarn. Opos dał znak łowcom, by zaczęli się skradać. Gwiazda stawiała ostrożnie kroki. Każdy ruch był przemyślany. Wkrótce znalazła się blisko rudli. Przed nią skubał trawę młody kozioł. Obrała go za cel.

Naprężone mięśnie były gotowe do skoku. Wilczyca skradała się powoli. Centymetr za centymetrem. Gdy dostrzegła, ze kozioł podnosi łeb, zaatakowała. Wykonała potężny, długi skok. Po dwóch susach znalazła się obok przerażonego kozła. Ucieczka na nic się zdała. Wkrótce Gwiazda płynnym ruchem zanurzyła kły w jego podgardle, rozrywając tętnice, poprzednio wykonując majestatyczny skok. Kozioł padł na ziemię. Jego czarne oczy zastygły w bezruchu. Na zieloną trawę spadły czerwone krople. Krew wypływała strumieniem z podgryzionego gardła.

Opos długo myślał nad wyborem zwycięzcy. Po dokładnych rozważaniach zdecydował:

- Najlepszym łowcą była Gwiazda.

Serce wilczycy zamarło. Czy on powiedział jej imię? Po chwili dotarło do niej to, że wygrała. Starała się tego za bardzo nie okazywać, ale bardzo się cieszyła. Na zakończeniu testów, cała wataha stworzyła koło. Na środek wywołani zostali Strzał, Luna, Kaja, Kai i Gwiazda. Wszyscy zauważyli, że trzej zwycięscy byli rodzeństwem. Dzieci Burzy zostały uważane za zdolne. Tylko Bursztyn nic nie wygrał. Ale wszyscy stwierdzili, że to dlatego że w testach, w których brał udział wygrało jego rodzeństwo.

Dwa miesiące później zaczęły się rodzić szczenięta. Atmosfera w watasze była radosna, choć lekko napięta. Wszyscy gratulowali sobie młodych. Gwiazda wiedziała, że w każdej chwili może pojawić się jej młodsze rodzeństwo. Burza miała już wyraźnie zaokrąglony brzuch. Od miesiąca nie chodziła na polowania. Lada moment mogła zacząć rodzić.

Większość wilków, gdy tylko temperatura na to pozwalała, spędzała noce na świeżym powietrzu. Tej nocy Gwiazda śniła więc obok nory, ciesząc się czystym powietrzem. gdy rankiem się obudziła, zajrzała do nory. Burza od pewnego czasu spędzała noce właśnie tam, by nie przenosić się później do nory. Poród bowiem, zaczynał się zwykle wieczorem. Gdy Gwiazda weszła do nory, na jej pysku odmalowało się zdziwienie i radość. Przytulone do boku jej matki spało osiem wilczków. Dwa całkiem brązowe, jeden niebieski, trzy żółte w połączeniu z innymi kolorami i dwa pozostałe różowe i różowo- niebieskie.

Gwiazda mimowolnie uśmiechnęła się na widok puchatych szczeniaków. Obejrzała je dokładnie z zachwytem.

- Jakie śliczne , mamo! – Szepnęła, by nie obudzić maluchów.

- Ty też kiedyś taka byłaś. Mała i puchata. To twoje rodzeństwo. Te brązowe to Maks i Lucyn, niebieska to Fika, żółte nazywają się Słońce, Sol, Sun, różowa to Pinki a niebiesko-różowa – Buka.

Wszyscy byli zauroczeni szkrabami. Gdy szczeniaczki podrosły i zaczęły wychodzić z nory, zawsze znalazł się ktoś chętny do opieki i zabawy z nimi. Ale mimo to, Buka i Sol zostali zabici przez rysia. Wystarczyła chwila nieuwagi, by nierozsądne szczeniaki oddaliły się i nigdy nie wróciły. Drapieżnik Bukę zjadł na miejscu, a Sola pewnie poszedł dać własnym młodym. Wilki znalazły tylko rozszarpane ciałko Buki i zapach rysia. Wszyscy rozpaczali po stracie dwóch szczeniąt, ale gdyby wszystkie przeżyły, wilków byłoby za dużo. Słabe osobniki rozmnożyły by się dając słabe i chorowite potomstwo. Większa ilość wilków wymagałaby większej ilości pożywienia – jeleni. Dlatego matka natura redukowała zbędna ilość młodych. Prawda była brutalna, tak jak samo życie.

Trzy miesiące upłynęły szybko. Wilczki przeszły Ceremonię Mowy i zaczęły wyrzucać z siebie całymi dniami potok słów. W tym miocie nie było ani jednego cichego wilczka. Ujawniały się też ich charaktery. Wybuchowy, ale raczej załatwiający problem krzykiem, nie kłami Sun, miły i uczynny Słońce, zwariowany i lekkomyślny Maks, spokojniejszy, ale nie leniwy Lucyn, pracowita i dowcipna Fika oraz urocza i czarująca Pinki.

Pewnego słonecznego dnia Gwiazda odpoczywała w cieniu po wyczerpującej zabawie z młodszym rodzeństwem. Młode wilczki zapragnęły urządzić polowanie na starszą siostrę. Skutkiem tego były kłębki futra wychodzące z sierści Gwiazdy. Ale jej miłość wybaczyła wszystko.

Nikt w watasze nie zauważył, że nie ma Alfy. Od rana był nieobecny w watasze. Wszyscy w stadzie przyzwyczaili się do jego nieobecności. Ale teraz nagle, wśród radosnych zabaw wilcząt, wypadł nagle z lasu dowódca. Miał na sierści szkarłatne plamy od ran. Widać było przerażenie i wściekłość w jego oczach.

- Szykujcie się do bitwy! – rzucił ostro i na tyle głośno, ze wszyscy w promieniu pół kilometra usłyszeli – Będziemy walczyć o swoje terytorium!

Wszyscy na początku byli w szoku. Gwiazda otworzyła szerzej oczy i analizowała słowa Alfy. Bitwa? Z kim? Jej myśli spadły na Watahę Czarnego Księżyca. Oni dość często kradli zwierzynę z ich terenu. Kiedyś musiało dojść do tej chwili. Ale czemu teraz, gdy młode wilczki rosły i szczęśliwie spędzały dzieciństwo? Gwiazda czuła niesprawiedliwość. Choć sama nie była dorosła, myślała o swojej młodości z szczęściem i śmiechem. Jej rodzeństwo też na to zasłużyło! A poza tym, jej samej tez nie paliło się do walki. Krew, cierpienie, ból… to jej się kojarzyło z bitwą.

Dowódca wyznaczył strażników, którzy mieli czuwać w nocy. Wataha Czarnego Księżyca mogła pojawić się w każdej chwili. Przez cały dzień panował względny spokój. Ale to mogła być cicha przed burzą. Wilczki wcześniej niż zwykle położono spać.

Dowódca zwołał wszystkich wojowników oprócz matek z dziećmi. Podzielił ich na oddziały. Każdemu oddziałowi przydzielił dowódcę. Luna została przywódczynią tego samego oddziału, w którym miała walczyć Gwiazda.

Wszystkie wilki były przestraszone i zszokowane. Strach siał zamęt w oddziałach. Gwiazda pocieszała Lunę. Ale sama bardzo się martwiła. W każdym momencie może zacząć się walka. Jeszcze nigdy nie brała udziału w żadnej bitwie. Mogła umrzeć. Mógł umrzeć ktoś z jej rodziny, znajomych. Na pewno zgina bezbronne wilki.

W środku nocy strach trochę zmalał. Wcale nie musieli dzisiaj atakować. Może przywódca się pomylił? Ale kilka minut później zabrzmiało złowieszcze wycie. Wszystkie wilki struchlały. Walka się zaczęła.

4. Smak krwi

Czas mijał szybko. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Dni upływały Gwieździe na ćwiczeniu swoich umiejętności i poznawaniu technik walki. Nim się obejrzała, był już początek października.

Jesień zawitała do lasu i położyła się na drzewach i krzewach. Liście zaczęły powoli usychać, ale na razie nadal były zielone i świeże. Wieczory były chłodniejsze, porankami trawa bieliła się szronem. W dzień temperatura też nie była wysoka. Dni zaczynały być coraz krótsze, słońce coraz wcześniej kładło się za horyzont. Jesień przejęła panowanie nad lasem.

Nocami, gdy jakiś wilk oddalił się od watahy mógł usłyszeć potężny ryk jelenich samców na rykowisku. Jego echo pobrzmiewało wokół. Czasem też dołączał się do niego stukot poroży walczących byków. Zwycięzca zdobywał piękną łanie, a przegrany musiał odejść w wstydzie.

Sarny zaczęły zmieniać sierść. Czerwonobrązowa letnia suknia miała zostać zastąpiona siwobrązową. Wiewiórki gromadziły zapasy w tylko sobie znanych kryjówkach. Wiele zwierząt, zapadających na zimę w sen, gromadziło teraz zapasy tłuszczu.

Gwiazda często chodziła na samotne spacery. Szczególnie lubiła przechadzki o zmierzchu lub o wschodzie słońca. Mogła czaić się w krzakach obserwując życie innych zwierząt i nawet podsłuchiwać ich rozmowy. Albo patrzeć na szarzejący leśny krajobraz z szczytu pagórka. Bieganie w nocy po kwiecistych łąkach, mając nad sobą morze gwiazd miało szczególny urok. Robiła to wszystko trochę po kryjomu, rodzice bowiem zakazywali wilczkom oddalania się od stada. W lesie żyły groźne rysie i jadowite żmije. Zwłaszcza nocą groziło samotnym szczeniakom niebezpieczeństwo.

Gwiazda nie była jednak takim szczeniakiem jak kilka miesięcy temu. Sporo urosła, była o wiele większa, wyższa i cięższa. Nie przypominała już uroczego i niewinnego szczeniaczka. Ale jeszcze wiele brakowało jej do dorosłości.

Liście zmieniły barwę na żółć, pomarańcz, brąz i czerwień. Cały las mienił się ciepłymi kolorami. Deszcz padał dość często. Często też w nocy pojawiała się mleczna mgła rozpływająca się po wschodzie słońca. Po jakimś czasie liście, jakby ze sobą umówione, zaczęły masowo spadać z drzew. Leśna ściółka pokryła się warstwą kolorowych liści. Młode wilki uwielbiały się w nich tarzać i figlować. Oczywiście, gdy nie padało. Czyli dość rzadko. Ta jesień była bardzo wilgotna i mokra.

Po jesieni przyszła zima. Pewnego grudniowego dnia już od rana temperatura mówiła, że może spaść śnieg. I rzeczywiście – wieczorem z nieba pokrytego ciemnoszarymi chmurami zaczęły spać małe i delikatne płatki śniegu.

- Jakie piękne. – Pomyślała Gwiazda biegnąca na łąkę, by mieć lepszy widok.

Na środku łąki się zatrzymała.Jej oddech zamieniał się w parę. Z nieba sypało się tysiące maleńkich gwiazdek śniegu. Lądowały na źdźbłach trawy, gołych koronach drzew i sierści Gwiazdy, która stała zachwycona. Nie czuła chłodu, jej gęste futro izolowało chłodne powietrze od skóry.

Wilczyca czuła wielki zachwyt do cudów natury i szczęście, że mogła na nie patrzeć. Zapragnęła przebiec się trochę. Chwilę potem ciemna, wilcza sylwetka gnała przez łąkę, wpadła do lasu i zmierzała w stronę przytulnej nory, w której była jej rodzina.

Zimą młode wilki miały wziąć udział w swym pierwszym polowaniu. Gwiazda nie mogła się doczekać. Starała się ćwiczyć w szkole jak najlepiej, by być dobrze przygotowaną. Choć miała też wątpliwości. Nie chciała zostać w tyle podczas polowania. Pragnęła być jedną z tych, którzy zabiją jelenia. Młodym wilkom zazwyczaj brakowało doświadczenia i umiejętności, by złapać jelenia szczękami w biegu. Zwykle starsze wilki to robiły.

Nadszedł wieczór pierwszego polowania. Po raz pierwszy młode wilki miały spróbować swoich sił w prawdziwym polowaniu na jelenia. Gwieździe już kilka razu udało się chwycić zająca czy królika, ale jeleń to była gruba zwierzyna, do której zabicia potrzeba była kilku wilków.

Cała młodzież wilcza była podekscytowana. Większość watahy miała wziąć udział w polowaniu. Ale nie wszystkie wilki nadawały się do niego. Niektórzy zostali na miejscu. Wilki które polowały, miały zebrać się na łące.

Pusta przestrzeń wydeptana była śladami wilczych łap. Wkrótce polowanie miało się zacząć.

- Już czuję smak jeleniego mięsa… – Luna oblizała się łapczywie. – Denerwujesz się? Ja trochę. Ale jestem pewna, że uda mi się zabić jelenia. – Wilczyca była pewna siebie.

- Ja też trochę się denerwuję. Ale nie mogę się doczekać pogoni za jeleniem. Powodzenia. – Powiedziała cicho Gwiazda.

- Hej! Życzę wam schwytania nawet kilku jeleni. Które ja wytropię. W końcu jestem tropicielem. Nie biorę udziału w pogoni. – Kai pojawił się niespodziewanie obok sióstr.

- A gdzie jest Bursztyn? – Spytała Luna.

- Na początku watahy, już na swojej pozycji. Na początku jest z przodu bo jest tropicielem, ale w czasie pogoni pójdzie do tyłu. – Powiedział Kai.

- A właściwie to dlaczego ty nie jesteś i tropicielem i łowcą? – Luna spojrzała na Kaiego ciekawym wzrokiem.

- Nigdy nie byłem zbyt dobry w bieganiu. – Stwierdził, po czym odszedł na swoje stanowisko.

Wkrótce zabrzmiało wycie alfy. Wszystkie wilki ucichły.

- Wyruszamy! – Krzyknął samiec.

Przodem biegli tropiciele, za nimi łowcy, podzieleni na dwie grupy. Pierwsza miała zakraść się do zwierzyny i zagonić ją w stronę grupy drugiej, która miała się wcześniej ukryć.

Wilki biegły wolno. Tropiciele węszyli uważnie. Słychać było tylko skrzypienie śniegu, deptanego przez wilcze łapy. Za watahą zostawało morze śladów. Księżyc od czasu do czasu wyglądał zza szarych chmur, nadając śniegu błyskotliwy połysk. Czasem jakiś spłoszony ptak podrywał się do lotu. Las wyglądał jakby oprócz wilków i nielicznych ptaków nie było w nim życia.

Po pół godzinie truchtania tropiciele wyczuli słaby zapach saren. Dowódca jednak podjął decyzję, by szukać jeleni. Sarny nie zaspokoiły by potrzeb głodnego stada. Poszukiwania trwały więc dalej. Po godzinie wataha trafiła na jeleni ślad. Było widać wyraźnie, że należał do siedmiu zwierząt.

Śnieg nie padał od dwóch dni. Ślad wyglądał na kilku godzinny. Tropiciele nie wyczuwali też żadnego zapachu jeleni. Ale prawdopodobnie dlatego, że wiatr wiał w przeciwnym kierunku. Dowódca rozkazał biec za śladami.

Polowanie nabrało tempa. Wilki biegły znacznie szybciej, niż dotychczas. Po godzinie jednak zobaczyły coś dziwnego…

Widać było, że jelenie zatrzymały się, zapewne by posilić się korą z drzew, która na niektórych roślinach była poobgryzana. Ale potem coś musiało spłoszyć zwierzęta, bo ślady zaczęły biec w innym kierunku, a między pojedynczymi kopytami było więcej miejsca. To znaczyło, że jelenie biegły. Ale co je spłoszyło?

Wkrótce wataha się o tym przekonała. Po obu stronach jelenich śladów widniały odciski wilczych łap. Ale zapach wskazywał, że wilki nie należały do Watahy Lasu. Dalej ślady jeleni rozbiegały się. Oprócz jednego, który się skończył. Widniało tam całe zbiorowisko śladów. Śnieg był tu wzburzony, widniały plamy krwi a pośrodku leżały resztki jelenia. Wokół porozrzucane były nieoczyszczone z mięsa kości.

- Jeśli tego nie upolował nikt z naszej watahy, to kto? – Pomyślała Gwiazda.

Dorosłe wilki już się domyślały. To wilki z sąsiadującej z nimi watahy wdarły się na ich terytorium i zabiły jelenia. A przecież to był teren Watahy Lasu, tylko i wyłącznie ich. Ale wilki z sąsiedniej watahy żyły na ziemiach mniej obfitych zwierzynę. I nawet większe terytorium nie zaspokajało ich potrzeb. Ale wilki z Watahy Lasu nie zamierzały pozwalać się okradać Watasze Czarnego Księżyca.

Alfa nie wyglądał na zadowolonego. Jego oczy płonęły ogniem złości. Musiał się powstrzymać od ukazania kłów i warknięcia. Najchętniej pobiegł by za wilczymi tropami aż do winnych. Ale jakoś się opanował i rzucił zimno :

- Szukamy zwierzyny dalej! Tropiciele, węszcie!

Wataha pobiegła dalej. Ale zwierzyna, ukryta głęboko w lesie ani śmiała się pokazywać drapieżnikom. Wschód słońca zastał wilki w biegu. Wataha szukała zwierzyny jeszcze przez pół godziny po wschodzie słońca, później przywódca rozkazał wracać do reszty stada. Ale sam został na miejscu.

Niektóre wilki pobiegły upolować chociaż zająca, by zaspokoić głód. Większość jednak wróciła do watahy. Gwiazda była trochę zawiedziona. Miała nadzieję upolować jelenia, a wracała z pustymi łapami. Luna, Kai i Bursztyn też nie byli w nastroju.

Popołudniu wrócił przywódca. Gwiazda nie widziała go na własne oczy, ale plotki głosiły, że był zakrwawiony. Istotnie, samotne ślady biegnące od lasu znaczyła krew. Ale kto zaatakował alfę? Wszyscy już się domyślali.

Alfa odpoczywał w norze. Kazał przekazać, że wieczorem ponownie odbędzie się polowanie, na którym on jednak się nie zjawi. Kierować nim będzie strateg Lupo. Przywołał też kilka wilków i rozkazał im iść na wartę, na granice terytorium. Mieli się zmieniać z innymi co 12 godzin.

Wieczorem wataha ruszyła zapolować ponownie. Wszyscy zauważyli brak alfy, a to znaczyło, ze plotki były prawdziwe. Alfa został zaatakowany. A może to on pierwszy zaatakował.

Tropiciele już po godzinie wywęszyli zdobycz. Wataha zaczęła biec szybko, ale cicho za zapachem. Gwiazda poczuła przypływ podniecenia. Już za chwilę zobaczy swoją zdobycz! Obudziła się w niej krew łowcy.

Wkrótce wilki przystanęły na granicy lasu z obszerną łąką. Po drugiej stronie, w oddali zobaczyli grupę jeleni. Strateg rozkazał drugiej grupie ukryć się w pokrytych śniegiem krzakach widniejących niedaleko. Pierwsza miała zakraść się do jeleni, ale wpierw trochę je okrążyć, by nie wywęszyły drapieżców.

Gwiazda była grupie goniących. Zaczęła więc z innymi wilkami iść przez łąkę. Gdy byli już bliżej jeleni, zaczęli pełzać. Zimny śnieg wpadał Gwieździe do oczu i zakrywał widoczność. Było dość ciemno, gwiazdy zasłoniły ciemne chmury.

Wilki były coraz bliżej zwierząt. Jelenie obgryzały korę z drzew. Nie zdawały sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Nagle jeden z nich podniósł łeb i nadstawił uszy. Po chwili reszta zrobiła to samo. Ich nozdrza unosiły się niespokojnie.

Gwiazda nie słyszała ich rozmowy. Krew drapieżcy zasłoniła jej moc. Bowiem wilki rozumiejące zwierzęta, w czasie polowania traciły swoją umiejętność. Nie wiadomo, dlaczego tak się działo. Może po to, by wilki mogły zabić nie przejmując się błagalnymi krzykami swoich ofiar.

Jelenie zaraz miały rzucić się do ucieczki. Ale to wilki chciały zrobić pierwszy krok. Drapieżniki w ułamku sekundy naprężyły mięśnie i skoczyły. Zwierzyna zaczęła uciekać.

Jelenie najpierw chciały uciec w las, ale wilki sprytnie zagrodziły im drogę. Spłoszone zwierzęta biegły więc po łące. Drapieżniki kierowały je w stronę ukrytej grupy. Jelenie w panicznej ucieczce nawet nie widziały, gdzie biegną. Chciały jedynie jak najszybciej oddalić się od wilków.

Gwiazda czuła, że biegnie szybko jak nigdy dotąd. Wkrótce biegła na równi z bardziej doświadczonymi wilkami. Czuła instynkt drapieżcy. Musiała biec najszybciej jak potrafiła. Prawie nie czuła podłoża pod łapami. Jej mięśnie pracowały na najwyższych obrotach. Doskonale widziała swoje ofiary. Wybrała najsłabszą sztukę. Biegła kilka metrów za nią. Przed nią biegło kilka innych wilków. Jeden już prawie chwycił zębami zdobycz. Biegł przy jej prawym boku. Inny wilk biegł przy lewym. Ofiara musiała uciekać tam, gdzie ją kierowały drapieżniki.

Miejsce ukrycia drugiej grupy zbliżało się szybko. Wkrótce przed jeleniami pojawiły się głodne i groźne wilki, zagradzając drogę ofiarom. Zwierzyna wpadła w szał i zaczęła uciekać na wszystkie strony świata. Ale cztery jelenie już zostały zaatakowane przez wilcze kły, a piąty wkrótce został okrążony.

Gwieździe udało się chwycić starszą łanie za przedpiersie. Jej kły zacisnęły się mocno na skórze jelenia. Czuła słodką krew wypełniającą jej pysk i spływającą po sierści. Inny wilk chwycił łanię za brzuch, a po chwili pewna wadera ugryzła ją w bok. Gwiazda skierowała wzrok w górę. Chciała spróbować dosięgnąć kłami szyi jelenia. Wilczyca puściła więc na chwilę łanię i odbiła się mocno od ziemi. Chwyciła paszczą za szyję i zacisnęła na niej stalowy uścisk szczęk.

Łania próbowała się bronić. Wierciła się, wierzgała, próbowała biec. Ale kilka wilków ją otoczyło, niektóre uczepiły się jej ostrymi kłami i łania szybko wraz z krwią straciła siły. Dookoła niej na bieli śniegu czerwieniły się krwiste kałuże. Po niedługim czasie padła na ziemię. Wilki rzuciły się na nią z zdwojoną siłą. Szarpały ją, rozrywały skórę kłami. Gwiazda gryzła ją w gardło. Po chwili łania leżała martwa w kałuży krwi.

Niedaleko leżała pozostała zwierzyna. Łącznie upolowano pięć jeleni – jeden młody samiec, jeden starszy, dwie młodsze łanie i jedna starsza. Zaczęła się uczta. Gwiazda zajadała się upolowaną przez siebie zdobyczą. Przekonała się, ze najlepiej smakuje mięso upolowane przez nią samą. Czuła dumę, że uczestniczyła w polowaniu i przyczyniła się do zabicia jelenia. Stała się prawdziwym łowcą. Od tego czasu będzie chodzić na polowania z całym stadem.

Nad ranem wilki wróciły z polowania. Przyniosły w pyskach resztki mięsa, dla tych, którzy nie brali w nim udziału. Gwiazda, zmęczona pościgiem, poszła się zdrzemnąć do nory. Była tak najedzona, że ledwo się ruszała. Była też szczęśliwa.

3. Ostry trening

Szczeniaki rosły szybko. Z dnia na dzień stawały się większe, silniejsze i mądrzejsze.  szczeniaki posiadały coraz większy zasób wiedzy.Rodzice tłumaczyli im różne zjawiska.

Wilczki poznawały też innych członków watahy. Często spotykały kasztanowego wilka o imieniu Bunz i jasnoróżową wilczycę w błękitne prążki – Pastelę. Ich rodzice, gdy szli na polowanie zostawiali z nią młode. Była miła i łagodna, dobrze dogadywała się z szczeniakami.

Wilczki poznały też inne szczeniaki, których wcześniej nie spotkały. Były to młodsze od nich o dwa tygodnie Rosa, Róża, Miłek, Dafus i Strumień i urodzone cztery dni później (od Gwiazdy i jej rodzeństwa) Klara, Kaja, Mina i Strzał. Rosa była miła i grzeczna, Róża była zabawna i wścibska a Miłek lubił spać i był dość inteligentny. Dafus słynął z gadatliwości i optymizmu. Strumień był najmniejszy i był bardzo stanowczy i sztywny, ale czasem lubił się pośmiać i powygłupiać.

Szczeniaki bawiły się często z rówieśnikami w najprzeróżniejsze zabawy. Poznawały się coraz lepiej i zacieśniały więzy koleżeństwa. Odkrywały też swoje umiejętności i zdolności. Niedługo miały je zacząć rozwijać. Gwiazdę wszyscy podziwiali za szybkość i zwinność. Umiała tez najwyżej i najdalej skakać. Ale mimo chwalenia przez dorosłych i rówieśników, była dość skromna i nie popisywała się na pokaz.

Luna umiała dobrze kierować innymi i w grach zespołowych, drużyna pod jej dowództwem prawie zawsze wygrywała. Umiała wymyślać dobre taktyki. Dlatego bardzo lubiła grać w udawane bitwy. Marzyła o tym, by kiedyś kierować oddziałami wilków na wielkiej bitwie. A w nocy, jej zmysły działały lepiej niż w dzień, co było bardzo przydatne na polowaniach.

Bursztyn przez długi czas nie wykazywał żadnych specjalnych zdolności. Aż do czasu, odszedł z kilkoma kolegami od nory i się zgubili. Bursztyn szybko znalazł wtedy drogę powrotną do domu i rodzice nawet nie zauważyli chwilowego zniknięcia.

Kai charakteryzował się znakomitym węchem. Umiał z daleka wywęszyć mysz i gdy grał w chowanego jako szukający szybko wszystkich znajdywał.

Inne szczeniaki też miały przeróżne talenty. Truskawka umiała bardzo głośno wyć. Sam bardzo dobrze widział w ciemnościach.  A cudownego śpiewu Stokrotki można było słuchać godzinami.Lecz nikt nie zdawał sobie sprawy, że jakieś szczenię ma jeszcze jedną, naprawdę niezwykłą zdolność.

Gwiazda pewnego razu usłyszała rozmowę burzy z zielono- żółtym wilkiem. Rozmawiali o wilkach obdarzonych darem porozumiewania się z zwierzętami. Wtedy Gwiazda nie zwróciła na to uwagi. Lecz gdy pewnego wieczora siedziała sama na skraju łąki, w koronie drzewa obok niej zacząć śpiewać ptak. Była zupełna cisza, słychać było tylko ptaka. Gwiazda mimo woli wsłuchać się w jego śpiew i dokonała zaskakującego odkrycia – rozumiała go! Najpierw nie zwróciła na to uwagi, lecz po chwili dotarło do niej, że rozumie to, o czym śpiewa ptak. A śpiewał o cichym wieczorze i zachodzącym słońcu.

Gwiazda nie mówiła o tym nikomu przez kilka dni, lecz pewnego dnia powiedziała to Burzy. nie zdawała sobie sprawy, że to nie jest zwyczajna umiejętność.

W wieku trzech miesięcy wilczki miały zacząć chodzić na szkolenie. Było kilka nauczycieli. Każdy specjalizował się w różnych dziedzinach, chociaż było kilku nauczających tego samego, dlatego, bo szczeniaki musiały być nauczane w małych grupach. Gwiazda chciała zostać trenowana na łowcę i wojowniczkę. Jej nauczycielem została ciemnozielona wilczyca imieniem Ana.

Ana była surowa i od swoich uczniów wymagała dyscypliny. Lecz była też całkiem miła. Była opanowana i  spokojna, ale czasem umiała wybuchnąć gniewem. Posiadała bardzo przydatną w walce moc – potrafiła stać się niewidzialna na kilka sekund. Ale wymagało to od niej dużego skupienia i koncentracji. Nie mogła zbyt często znikać.

Pierwsza lekcja miała się odbyć na tej samej łące, na której Grzmot został porwany przez orła. Gwiazda trochę się obawiała. A jeśli nauczycielka będzie ciągle krzyczeć i ją upominać? A ona nie znosiła być upominana. Zawsze starała się wszystko robić dobrze, żeby nikt jej nie zwracał uwagi. A może podczas ćwiczeń zrobi błąd? Jednak wilczek starał tym nie przejmować.

Nastał dzień lekcji. Gwiazda pokłusowała w stronę łąki. Po minucie stała na jej skraju. Zauważyła wychodzących niedaleko niej z lasu Strzała, Różę, Rosę i Dafusa. popatrzyła na środek łąki. Stała tam spokojnie Ana, patrząc na swoich uczniów przeszywającym wzrokiem.

Gwiazda nieśmiało wyszła na łąkę i zaczęła kłusować w kierunku Any.

- Ustawcie się w szereg. – Powiedziała spokojnym głosem

Wszystkie szczeniaki stanęły obok siebie. Gwiazda ustawiła się na jednym z końców. Po jej prawej stronie stał Strzał.

- A teraz powiedzcie coś o sobie. Chciałabym was lepiej poznać. – Oznajmiła nauczycielka.

Szczeniaki mówiły kolejno:

- Nazywam się Róża. Moją zdolnością jest sokoli wzrok i potrafię ogłuszająco szczeknąć.

- Ja mam na imię Rosa. Jestem wilkiem niemagicznym, nie mam mocy.

- Jestem Dafus. Posiadam ponadprzeciętną siłę. Moi rodzice mówią też, ze potrafię zagadać kogoś na śmierć. Ale ja tego nie rozumiem. jak niby można zagadać kogoś na śmierć? Przecież…. – W tym momencie przerwał mu Strzał

- Moje imię to Strzał. Gdy się skupię, potrafię sprawić, że z mojego znaku na sierści na czole wystrzeliwują się ostro zakończone, małe kamyki. Na razie lecą z małą mocą i szybko upadają, ale sądzę że trening poprawi tą umiejętność.

- Nazywam się Gwiazda. Potrafię szybko biegać, wysoko skakać i rozumiem zwierzęta.

Ana myślała przez chwilę o mocach swoich uczniów, po czym powiedziała:

- Dobrze. Zaczniemy od prostych ćwiczeń. Zróbcie pięć okrążeń dookoła łąki, a następnie przypadnijcie na przednie łapy zad trzymając w górze, a po kilku sekundach stańcie normalnie. Wykonajcie to ćwiczenie 50 razy.

Przez całą lekcje Gwiazda starała się ćwiczyć jak najlepiej. Ale pod koniec była już dość zmęczona, jak również pozostałe szczenięta. Po skończonej lekcji podziękowała nauczycielce i pobiegła do nory. jej rodzeństwo też już wróciło z lekcji, równie zmęczone jak ona. Od tego dnia rozpoczęły się ciężkie, codziennie treningi trwające od rana do południa. Oprócz ćwiczeń fizycznych, nauczycielka mówiła też jak polować, omawiała techniki walki i inne potrzebne dla łowców i wojowników rzeczy.

2. Ceremonia Mowy

Dni wilczkom upływały szybko na zabawie i figlach. Coraz lepiej poznawały otaczający je świat. Codziennie odkrywały mnóstwo nowych zapachów i dźwięków. Choć nie oddalały się od nory, znały już niektóre zapachy zwierząt. Ale nadal musiały się dużo nauczyć.

Dwa dni przed Ceremonią Mowy szczeniaki bawiły się małej łące niedaleko nory. Biegały bezustannie, próbując się nawzajem złapać. Łatwo można było zauważyć, że najszybsza była Gwiazda. Choć Grzmot próbował ją złapać od dłuższego czasu, ona była daleko przed nim.

Burza w tym czasie rozmawiała z inną wilczycą, a Orzech poszedł się napić wody z rzeki. Nagle rozległ się głośny, groźny krzyk. Jego źródło pochodziło z powietrza. Przerażone wilczki zatrzymały się. Ale nim echo pierwszego krzyku wygasło, rozległ się zupełnie inny, szczenięcy pisk. Słychać w nim było strach i ból. Wilczki spojrzały w stronę źródła dźwięku. Teraz nie były w stanie wykonać już ani jednego kroku, a serca im zamarły. Grzmot został złapany przez olbrzymiego, brązowego orła! Jego szpony przygwoździły go do ziemi i zacisnęły się na karku, po czym uniosły go w powietrze. Po chwili wilk był za słaby, by zapiszczeć. Ogromny orzeł wydał triumfalny okrzyk i wzbił się wysoko w powietrze.

Burza, gdy tylko dotarł do jej czułych uszu orli krzyk, pobiegła do szczeniaków niby rakieta. Ale cała akcja porwania Grzmota trwała sekundę. Gdy Burza dotarła do przerażonych wilcząt, orzeł był już bezpieczny w przestworzach. Wściekła matka mogła tylko patrzeć, jak orzeł odlatuje z jej dzieckiem. Pełna bezradności, zawyła w rozpaczy. Jeśli jakiś wilk nie usłyszał orła, teraz na pewno wiedział, że stało się coś strasznego. Po chwili wszystkie wilki z watahy były na łące.

Przestraszone szczeniaki stały bez ruchu z ściśniętymi sercami. Po chwili pobiegły do Burzy najszybciej jak umiały, z łzami strachu w oczach. Czuła matka przytuliła je opiekuńczo. Ojciec próbował je pocieszyć, ale sam był zrozpaczony. Podszedł do nich biało- żółty wilk. Promieniował pewnością siebie i energią. Był to alfa.

Po chwili rozmowy alfa odszedł, pozostałe wilki też zaczęły wracać do nor, składając wcześniej wyrazy współczucia Burzy i Orzechowi. Ale nie wszystkie szczeniaki dożywały dorosłości. Często były porywane przez orły, rysie i inne drapieżniki. Większość wilczych miotów zmniejszała się przed osiągnięciem pierwszego roku życia.

Mimo tego wydarzenia, czas płynął dalej. Wilczki musiały otrząsnąć się z szoku, choć przez dłuższy czas unikały tej łąki. Jednak musiały się nauczyć, że tylko najsilniejsi przetrwają. Las to miejsce ciągłej bitwy o przetrwanie. Trzeba było zachować ciągłą ostrożność i czujność oraz nauczyć się walczyć. Takie warunki stawiało życie.

Gwiazda w dniu Ceremonii Mowy obudziła się wcześnie. Po dokładnym przeciągnięciu się wyszła z nory, nie budząc nikogo. Las o tej porze był pełen ptasiego śpiewu. Powietrze było chłodne, ale nie przeszkadzało to Gwieździe. Niebo wyglądało wspaniale i każdy zachwyciłby się jego widokiem.

Złote słońce prześwitywało przez różowo- pomarańczowe obłoki. Dalej rozpościerał się jasny błękit, na którego tle widniały białe chmurki. Korony drzew lśniły w porannym słońcu. Czyste, świeże powietrze pachniało kwiatami i sosnami.

Wilczek odszedł kilkanaście kroków od nory i położył się pod gęstym jałowcem. Widać stąd było łąkę. Po kilku minutach leżenia w bezruchu, Gwiazda zauważyła niewielkie, ciemno brunatne zwierzątko  z białą pręgą na pyszczku. Szło na skraju łąki, ostrożnie stawiając kroki. Przystanęło i rozejrzało się wokoło węsząc. Wiatr wiał w przeciwnym kierunku, wiec nie mógł wywęszyć Gwiazdy.

Po chwili młody tchórz zaczął się oddalać i wkrótce zniknął za drzewami. Teraz Gwiazda zauważyła inne stworzenie – małą mysz leśną buszującą niedaleko niej. Zaczęła się do niej skradać. Jej czujny wzrok utkwiony był w zwierzątku. Naprężone mięśnie pracowały płynnie. Delikatnie dotykała łapami podłoża, zanim pewnie na nim stanęła, dzięki czemu stąpała bezszelestnie. Choć była jeszcze małym szczenięciem, jej płynne ruchy należały do dzikiego zwierzęcia, dzielnie walczącego o przetrwanie w wymagającym świecie matki natury.

Była coraz bliżej niczego nie świadomego zwierzątka. Oddychała najciszej jak umiała. Skradała się wolno, lecz jej ruchy były płynne i harmonijne. Nagle mysz poruszyła się i spojrzała w stronę Gwiazdy. Wilczek w ułamku sekundy naprężył mięśnie i wykonał piękny, długi skok. Przednie łapy zaopatrzone w ostre pazury przycisnęły mysz do ziemi. Wydała z siebie cichy pisk. Gwiazda instynktownie zacisnęła szczęki na niewielkim, mysim ciałku. Zabrzmiały łamane kości. Pysk szczenięcia wypełnił się słodkim, szkarłatnym płynem. Gwiazda połknęła mysz w całości, po czym oblizała się dokładnie. Stała się łowcą. Samodzielnie zabiła i zjadła ofiarę. Poznała smak krwi.

Gwiazda leżała obok jałowca jeszcze trochę, obserwując świat, po czym wstała reszta jej rodziny. Późniejsza część dnia upłynęła jej na zabawie z rodzeństwem i innymi wilczkami. Wieczorem Burza i Orzech zaprowadzili dzieci nad rzekę. Szczeniaki pluskały się w wodzie i obserwowały ryby, które, choć pływały niedaleko, były dla nich nieosiągalne.

Słońce zaszło i robiło się coraz ciemniej. Świerszcze zaczynały swą nocny koncert. Czasem rozlegało się hukanie sowy. Na granatowym niebie pojawiało się coraz więcej gwiazd. Wkrótce całe niebo było nimi zasypane.

O północy nagle przed wilczkami pojawiły się półprzezroczyste, białe wstęgi, lekko świecące w nocnym mroku. Wleciały szczeniakom do pyszczków rozświetlając je. Wyglądało to, jakby szczeniaki miały światło w pyszczku. Po chwili wstęgi zniknęły.

- Dziwne to było. – Po raz pierwszy w życiu Bursztyn coś powiedział.

- Mimo, że dzisiaj jest piękna noc, chce mi się spać. Możemy wrócić do nory? – Zapytała Luna.

- Och, dzieci! Nareszcie coś powiedziałyście. Tak, Luno, możemy wrócić do nory. Chodźcie! – Burza ruszyła w stronę nory.

Od tej pory szczeniaki mogły wyrażać swoje myśli i komunikować się z innymi.

Bohaterowie – Wataha Lasu

Gwiazda

Gwiazda

 

Imię: Gwiazda

Płeć: Samica

Wiek: 8 miesięcy

Rodzina: Rodzina: matka Burza, ojciec Orzech, rodzeństwo- Kai, Luna, Bursztyn, Grzmot

Partner:

Charakter: nieśmiała, miła, niezależna, nie lubi słuchać rozkazów, bystra, uczuciowa, empatyczna, wrażliwa, sprawiedliwa, lubi pomagać

Historia: Urodziła się w Watasze Lasu.

Zdolności: bardzo szybko biega, wysoko skacze, zwinna, ma dobry wzrok, potrafi porozumiewać się z innymi zwierzętami

Wataha: Wataha Lasu

Pozycja: szczeniak

Inne: lubi biegać

 

Luna

Luna

Imię: Luna

Płeć: Samica

Wiek: 8 miesięcy

Rodzina:  matka Burza, ojciec Orzech, rodzeństwo- Bursztyn, Grzmot, Gwiazda, Kai

Partner:

Charakter: pewna siebie, miła, zdecydowana, asertywna, sprytna, bystra

Historia: Urodzona w Watasze Lasu

Zdolności: 

umie obmyślać dobre taktyki walki, w nocy jej zmysły działają lepiej

 

Wataha: Wataha Lasu

Pozycja: szczeniak

Inne:

 

Bursztyn

Bursztyn

Imię: Bursztyn

Płeć: Samiec

Wiek: 8 miesięcy

Rodzina: Rodzina: matka Burza, ojciec Orzech, rodzeństwo- Kai, Luna, Gwiazda, Grzmot

Partner:

Charakter: czuły, trochę arogancki, lubi być chwalony, ambitny

Historia: Urodzony w Watasze Lasu

Zdolności: dobra orientacja w terenie

Wataha: Wataha Lasu

Pozycja: szczeniak

Inne:

 

Kai

Kai

Imię: Kai

Płeć: Samiec

Wiek: 8 miesięcy

Rodzina: matka Burza, ojciec Orzech, rodzeństwo- Bursztyn, Grzmot, Luna, Gwiazda

Partner:

Charakter : miły, chętnie pomaga watasze, nieufny w stosunku do obcych, porywczy, kocha rodzinę.

Zdolności: bardzo dobry węch

Historia: Urodzony w Watasze Lasu

Wataha: Wataha Lasu

Pozycja: szczeniak

Inne:

Grzmot (nie żyje)

Imię: Grzmot

Płeć: Samiec

Wiek: 6 tygodni

Rodzina: Rodzina: matka Burza, ojciec Orzech, rodzeństwo- Kai, Luna, Bursztyn, Gwiazda

Partner:

Charakter: pewny siebie, władczy, kłótliwy

Historia: Urodził się w Watasze Lasu. Został zabity przez orła w wieku pięciu tygodni.

Zdolności:  nie znane

Wataha: Wataha Lasu

Pozycja: szczeniak

Inne: Zabity

 

1. Narodziny

Złoto- pomarańczowe słońce wychodziło zza leśnych drzew, oświetlając je swym blaskiem. Robiło się coraz cieplej, choć pod drzewami nadal panował chłód. Od czasu do czasu któryś z ptaków nucił żwawo piosenkę, choć większość zajęta była karmieniem piskląt.

Ruda wiewiórka oglądała krajobraz z szczytu wysokiej sosny. Jej wielkość potęgował jeszcze fakt, że stała na pagórku. Wystawała z wierzchołków drzew jak maszt.

Na przeciwnym końcu tej sosny, w jej korzeniach, znajdowała się jama. Jeszcze wczoraj wieczorem leżał tam jeden wilk, teraz – już sześć. Zdarzył się kolejny leśny cud narodzin, wadera Burza urodziła piątkę szczeniąt.

Pierwsza przyszła na świat samiczka nazwana prze matkę Gwiazda, a potem kolejno: Luna, Grzmot, Bursztyn, Kai. Małe wilczątka miały puchate futerka i wyglądały uroczo. Burza patrzyła na nie troskliwie z łzami szczęścia w oczach i oczekiwała powrotu ich ojca – Orzecha. 

Orzech wrócił po południu. Był na polowaniu. Udało mu się schwytać trzy zające. Jednego zjadł na miejscu, dwa pozostałe zamierzał dać Burzy. Gdy szedł do nory, kilka wilków z watahy powiedziało mu, że Burza nie wychodziła przez długi czas z nory. Orzech, podekscytowany i szczęśliwy, pobiegł szybko do kryjówki. Już wczoraj wieczorem Burza czuła się niewyraźnie, ale już kilka razy tak było. Teraz jednak, było duże prawdopodobieństwo, ze został ojcem.

Niepewny zatrzymał się przed norą. W powietrzu czuć było napięcie. Powoli wszedł do kryjówki. Zobaczył Burzę, z przytuloną do boku piątką szczeniąt. Szczęśliwy, podszedł do partnerki. Odłożył obok niej zające. Jego serce biło szybko, oddech był przyspieszony. Został ojcem!

- Burza, tak się cieszę. – Powiedział patrząc z troską na swoje dzieci.

- Ja też. Ten tutaj to Grzmot. – Powiedziała, wskazując łapą na małą, puchatą kulkę. – A to Kai, Bursztyn, Luna, Gwiazda.

- Są wspaniałe. Na pewno wyrosną na duże, piękne wilki. A dobrze się czujesz?

- Tak, dobrze. Dziękuje za zające. – Burza spojrzała na Orzecha.

- To nic! Łatwo je upolować.

Po chwili przytulili się do siebie. Później Orzech wyszedł, by podzielić się wspaniałą nowina z watahą.

Wilczki rosły jak na drożdżach. Po dwóch tygodniach otworzyły oczy. W miarę jak rosły, coraz bardziej widać było, ze każde ma swój charakter. Można też było lepiej zobaczyć ich futro. Każdy szczeniak miał inny wygląd. Gwiazda była szara z śnieżnobiałym podbrzuszem, a na zewnętrznej stronie łap miała malinowe plamy. Luna była czarna w fioletowe i białe plamy. Grzmot był szary, a Bursztyn szaro- rudy. Kai miał czarny ogon i pysk, grzbiet i boki w kolorze ochry, zielone podbrzusze i szare łapy.

Po trzech tygodniach, wilczki po raz pierwszy wyszły z nory. Zobaczyły wielki świat. Na początku światło słońca raziło je, ciągle się potykały i miały problemy z chodzeniem. Ale szybko się przyzwyczaiły. Inne wilki lubiły na nie patrzeć. Były małe i słodkie. A także bezbronne.

Wilczki cały dzień spędzały na świeżym powietrzu, biegając niedaleko nory i bawiąc się wspólnie. Jednak Gwiazda była trochę spokojniejsza od reszty rodzeństwa. czasem odrywała się od zabawy i szła sama na spacer, fascynując się światem i każdym nowym doświadczeniem. Cieszyły ją kolorowe motyle, biedronki, zapach myszy i szum wiatru.

Wilczki czasem bawiły się z innymi szczeniakami. Codziennie przychodziła do nich trójka szczeniaków, rodzeństwo: Trufel, Truskawka, Stokrotka. Czasami przychodził też Sam, urodzony zaledwie dwa dni wcześniej niż szczeniaki Burzy. Oczywiście wilczkom w odwiedzinach towarzyszyła zawsze matka lub ojciec. W czasie, gdy dorosłe wilki rozmawiały, szczeniaki bawiły się, ganiały i ćwiczyły walkę. Jednak Gwiazda rzadziej bawiła się z innymi. Była nieśmiała i nie chciała się bawić z innymi wilczkami.

Szczeniaki wkrótce miały przejść Ceremonię Mowy. W szóstym tygodniu ich życia, o zachodzie słońca miały otrzymać dar mowy i zacząć mówić. Działo się tak z każdym wilczkiem. Sprawiała to tajemnicza magia. Powiadano, że dawno temu, gdy świat porastała dziewicza puszcza, bogini Elastesa dała każdemu gatunkowi zwierząt własny język. Niektóre zwierzęta umiały rozmawiać z innymi, spoza własnego gatunku, ale nie było ich wiele.

Pewnego dnia, gdy wilczki miały pięć tygodni, Gwiazda odpoczywała w cieniu jodły. Wiatr szumiał lekko w koronach drzew, delikatnie poruszając gałęzie. Co chwila odzywał się jakiś ptak, nucąc wesołą piosenkę. Było ciepło i słonecznie. Na niebie wisiało zaledwie kilka śnieżnobiałych obłoczków przypominających kłębki wełny. Niedaleko bawiło się jej rodzeństwo z Truflem, Truskawką i Stokrotką. Po chwili Gwiazda wstała i przeciągnęła się ziewając szeroko. Wciągnęła głęboko powietrze, pachnące lasem, po czym zaczęła iść w kierunku przeciwnym do nory. Często przystawała, przyglądając się owadom, trawie i krzakom. Zbliżała się do innej wilczej nory. Nory wilków z watahy były bowiem położone bardzo blisko siebie.

Gwiazda wyczuła zapach innego wilka. Mimo to szła dalej. Chciała bliżej zbadać tę woń. Nagle przed nią pojawił się kasztanowy wilk. Miał krótki ogon i długie uszy. Gwiazda trochę się p;przestraszyła, ale ciekawość wzięła górę nad strachem. Wilczek podszedł niepewnie do wilka badając jego zapach.

- Zgubiłaś się? Chodź, zaprowadzę cię do domu bo jeszcze bardziej się oddalisz. 

Jednak Gwiazda nie odeszła daleko. Ona była jeszcze mała, więc widok zasłaniały jej krzewy i trawa, ale dorosły wilk widział stąd jej norę, matkę i bawiące się szczeniaki.

Gdy kasztanowy wilk zaprowadził ją do Burzy, matka kazała jej siedzieć obok niej albo bawić się z rodzeństwem. Gwiazda wolała posiedzieć przy Burzy i popatrzeć na resztę wilczków.